Facebook
NAJBLIŻSZE MSZE ŚW. I MODLITWY
O UZDROWIENIE I UWOLNIENIE

o. Józef Witko OFM

o. Pacyfik Iwaszko OFM

o. Teodor Knapczyk OFM

o. Jakub Mentel OFM

Zobacz pozostałe terminy
Facebook
ŚWIADECTWA


Świadectwa uzdrowień

 

Szczęśliwa operacja

Mam 25 lat i chciałabym podzielić się moją historią. Rok temu w styczniu odczuwałam ogromny ból w dole brzucha, długo zwlekałam z pójściem do lekarza, tłumacząc sobie, że to pewnie tylko od zimna, a ból za jakiś czas przejdzie. Niestety nie przeszedł, a ja czułam się coraz gorzej. Za namową przyjaciółki skontaktowałam się z lekarzem ginekologiem i udałam się na wizytę. Okazało się, że mam torbiel endometrialną o wielkości 6 cm na prawym jajniku, a na lewym o wielkości 2 cm. Rozpłakałam się i jedynie zapytałam lekarza, czy będę mogła mieć w przyszłości dzieci? Ten, w dość oschły sposób odparł, że to choroba, która niszczy jajniki i nie wie, jak to się u mnie potoczy. Byłam załamana tą sytuacją, która zdecydowanie mnie przerastała. Poddałam się leczeniu. Przez 7 miesięcy brałam leki, niestety efekt był mizerny, a lekarz dalej chciał leczenia farmakologicznego. Poszłam do innej pani doktor, która uznała, że to wcale nie jest to, co zdiagnozował jej kolega po fachu. Kazała również odstawić tabletki. Wówczas zamiast poprawy, torbiel zwiększała się w ekspresowym tempie, miesięcznie po 2 cm, aż w końcu osiągnęła rozmiar 10 cm. Dostałam skierowanie do szpitala, ale niestety terminy były odległe. Musiałam czekać około 7 miesięcy. W tym czasie mama zabrała mnie na Mszę św. z modlitwą o uzdrowienie, którą prowadził o. Teodor Knapczyk. Modliłam się i prosiłam o uzdrowienie, podczas Mszy czułam, że nie jestem z tym problemem sama, a mój Ojciec w niebie jest ze mną. Trafiłam do kolejnego lekarza, ten okazał się być moim Aniołem- cierpliwym, wyrozumiałym, potrafił objąć, kiedy płakałam. Dawał mi wiele oparcia. Starał się, bym miała to wszystko jak najszybciej za sobą. Cztery dni przed zabiegiem poszłam ponownie na Mszę św. z o. Knapczykiem. Nie prosiłam już o to, by narośl zniknęła , ale o to, by Pan był przy mnie i nie opuszczał, bo On wie, jak bardzo kocham dzieci i chcę kiedyś dać komuś życie. Dzień przed zabiegiem lekarz oznajmił mi, że zabieg nie będzie metodą laparoskopową, jak to było planowane, lecz poprzez rozcięcie. Wystraszyłam się, ponieważ wiele czytałam o tym, że właśnie to rozwiązanie kończy się usunięciem przydatków, ale zawierzyłam się jeszcze bardziej Jezusowi. W dzień operacji byłam bardzo niespokojna. Tabletka, która miała spowodować, że zasnę, nie działała. Widziałam wszystkie przygotowania lekarzy wokół mnie. Dopiero po zastrzykach w kręgosłup poczułam ciepło, położyłam więc ręce na swoim brzuchu i powiedziałam w myślach: ,,Jezu ufam Tobie- bądź przy mnie". Gdy się obudziłam było już po wszystkim, zaszywali mój brzuch, smarowali pomarańczowym płynem. Podeszła do mnie pani doktor, która mnie operowała, powiedziała, że już po wszystkim, że zachowali jajniki. Byłam szczęśliwa, śmiałam się całą drogę na salę pooperacyjną, tam pielęgniarki okryły mnie kocykiem, a ja leżąc dalej się śmiałam. Spojrzałam na krzyż, który wisiał nad drzwiami, wyciągnęłam rękę i powiedziałam: ,,Dziękuję”. Jestem już pół roku po operacji, na ostatniej wizycie lekarz - mój Anioł - przytulił mnie i powiedział: ,,Już po wszystkim". Dziękuję Panu Jezusowi za to, że jest, że był i będzie w moim życiu. Za to, że tym doświadczeniem pokazał mi, że mam siebie kochać taką, jaką jestem. Jest moim Przyjacielem, który nigdy mnie nie opuścił. Przez ten rok pokazał mi, że mam wokół siebie ludzi, którzy naprawdę mnie kochają- mamę, która płakała i przechodziła to razem ze mną, brata, który trzymał mnie za rękę, chłopaka, a teraz już narzeczonego, którego ta cała sytuacja utwierdziła w przekonaniu, jak bardzo mnie kocha i lekarza, który mimo, że to źle wyglądało, nie odbierał mi nadziei. Chwała Ci Panie Jezu! Uwielbiam Cię!

Sandra

 

Wyrwany śmierci

Mam na imię Tadeusz, mieszkam w Biłgoraju, na Msze z modlitwą o uzdrowienie jeżdżę do Jarosławia od ponad dziesięciu lat z inicjatywy mojej żony Teresy. Na samym początku wyjazdy były dla „świętego spokoju” i niezbyt częste z powodu mojej pracy. W tym czasie ciężko zachorował mój tata i został zabrany do szpitala w Tarnogrodzie. Miał rozedmę płuc, astmę i praktycznie przestał się odżywiać, nie chodził, przy życiu podtrzymywała go kroplówka i tlen. Chciał wracać do domu, by tam dokonać żywota, tak też doradzał lekarz. Wypożyczyliśmy ze szpitala sprzęt w postaci aparatury do podawania tlenu i kroplówki. Powiadomiliśmy Matkę Generalną mojej siostry, która jest zakonnicą i w tym czasie była na misjach w Kanadzie w rezerwacie Indian, by ją powiadomiła o stanie zdrowia taty. Decyzją Matki Generalnej siostra wróciła do kraju, aby jeszcze z żyjącym ojcem mogła się pożegnać. Przy łóżku taty czuwaliśmy, by być w jego ostatnich chwilach życia. Za namową mojej żony wziąłem z domu olej egzorcyzmowany przywieziony z Jarosławia. Olej podała tacie moja siostra. Po spożyciu go przez dłuższą chwilę łapał oddech, po czym z trudem powiedział: „Co ty mi dałaś, ale to dobre”. Po pięciu dniach podczas odwiedzin dało się zauważyć zmianę w oczach taty, stały się one żywsze, zaczął rozmawiać i normalnie się odżywiać. Po podaniu tego oleju tata przeżył około ośmiu lat, podczas których miał jeszcze pecha uciąć sobie podczas majsterkowania przy heblarce dwa palce. Chwała Bogu Najwyższemu za jego łaski.Tadeusz

Uzdrowienie z nowotworu

Od roku uczestniczę w Mszach św., które prowadzi o. Pacyfik w Zakliczynie. Dnia 27 stycznia 2013 roku dowiedzieliśmy się, że mój mąż ma nowotwór złośliwy drugiego stopnia. Wiedziałam, że jedyną szansą jest Bóg, nawet przez myśl mi nie przeszło, że mąż może umrzeć. Postanowiliśmy walczyć. Gdy 27 lutego pojechałam za radą znajomej na moje pierwsze nabożeństwo, wydarzył się cud. Ojciec Pacyfik podczas słów poznania powiedział, że uzdrowiona zostaje osoba z nowotworu gardła. Wiedziałam, że to dotyczyło męża, bo miał właśnie nowotwór gardła. Z dnia na dzień wyniki się poprawiały, a po sześciu cyklach chemioterapii było już całkiem dobrze. Lekarz postanowił dołożyć jeszcze dwa cykle, by całkowicie zabić komórki nowotworowe. Ja w podzięce za cudowne uzdrowienie męża postanowiłam zostać dawcą szpiku, żeby również komuś pomóc. Dziękuję o. Pacyfikowi za modlitwę. Jego siła jest dla nas wzorem. Mąż za cudowne uzdrowienie podziękował Matce Bożej przed cudownym obrazem w Częstochowie 15 sierpnia 2014 roku. Czasopismo ,,Wypłyń na głębie” jest dla mnie drogowskazem życia.

Anna

Zdrowy noworodek

W czasie ciąży mojej żony, u dziecka po licznych badaniach w Warszawie lekarze stwierdzili, że najprawdopodobniej noworodek przyjdzie na świat z licznymi chorobami. Cała rodzina prosiła Pana Jezusa o uzdrowienie dziecka.

Na Mszy świętej o uzdrowienie i uwolnienie w Jarosławiu odprawianej przez o. Józefa,  usłyszeliśmy słowa poznania dotyczące naszego dziecka. W piątym miesiącu ciąży Pan Jezus uczynił cud. Kolejne badania były pozytywne, a dziecko urodziło się zupełnie zdrowe.Chwała Panu!

Wdzięczny rodzic


Spokój wewnętrzny

Chcę podziękować Panu Jezusowi i oddać Mu chwałę za uleczenie mojej duszy. Mam 54 lata i męża nadużywającego alkoholu. Byłam bardzo znerwicowana i bez radości życia. Wychowana w atmosferze braku miłości i akceptacji. Przez lata młodzieńcze i dorosłe życie narastał we mnie bunt. Coraz częściej myślałam o rozwodzie i o tym, że gdyby nie było mojego męża, mogłabym spokojniej żyć. Pierwszy raz uczestniczyłam we Mszy Świętej z modlitwą o uzdrowienie i uwolnienie w Jarosławiu w 2011 r. Przewodniczył jej o. Józef Witko. Odczułam wtedy przypływ spokoju, radości i szczęścia. Te uczucia pozostały i towarzyszyły mi długo. Jestem teraz o wiele spokojniejsza. Odmawiam też Nowennę Pompejańską, która daje mi wiele siły i inne spojrzenie na życie. Niech Bóg będzie uwielbiony!

Barbara


Uzdrowienie wewnętrzne

Pragnę złożyć świadectwo mojego uzdrowienia wewnętrznego, które dokonało się w czasie Mszy Św. z modlitwą o uzdrowienie i uwolnienie. Jestem jeszcze bardzo młodą osobą. Na pierwszą z takich Mszy św. pojechałam w 2007 r. Bardzo dużo słyszałam o Mszy z modlitwą o uzdrowienie i uwolnienie od mojej babci, więc pojechałam ze zwyczajnej ludzkiej ciekawości. Podczas wystawienia Najświętszego Sakramentu poczułam dobroć i siłę Pana Boga. Wśród próśb, które zanosiłam do Boga za moich bliskich była również ta o łaskę mojego uzdrowienia wewnętrznego. Prośba została wysłuchana. Wcześniej moje życie było wielką ciemnością, straciłam chęć do istnienia. Odwróciłam się od Boga i do wielu ludzi czułam ogromną nienawiść. Moja modlitwa była bardzo sceptyczna, chodziłam do Kościoła bardziej z przyzwyczajenia niż z wewnętrznej potrzeby. Bardzo rzadko przystępowałam do sakramentów. Po Mszy św. o uzdrowienie i uwolnienie o wiele bardziej zbliżyłam się do Boga, wyjechałam na 8 – dniowe rekolekcje, przeczytałam kilka książek religijnych, w tym autorstwa o. Józefa Witko, które bardzo mi pomogły i poznałam kim tak naprawdę jest szatan. Od tamtej pory jeżdżę systematycznie na Msze św. z modlitwą o uzdrowienie. Moje życie zmieniło się prawie o 180°.

Chwała Tobie Panie za najpiękniejszą rzecz, która mogła mnie w życiu spotkać.

Paula


Uzdrowienie trzustki i wątroby

Pragnę z całego serca podziękować Panu Jezusowi za uzdrowienie mojej trzustki i wątroby podczas rekolekcji ,,Uzdrowienie duchowe i fizyczne” w Krakowie w styczniu 2014 r. Rekolekcje prowadził o. Pacyfik Iwaszko. Trzustkę i wątrobę miałam mocno uszkodzone przez zażywanie tabletek psychotropowych i hormonów. Nie mogłam w ogóle jeść świeżych owoców, warzyw, a także mięsa i wędlin. Teraz mogę jeść wszystko. Dziękuję Panu Jezusowie za łaskę uzdrowienia.

Helena

10 dni z życia…

Nigdy nie przypuszczałam, że spotka mnie coś takiego….. Zaczęło się od niewinnego bólu głowy. Z przemęczenia, z emocji, ze zmian zachodzących w organizmie po ciąży i porodzie - myślałam. Nigdy nie uskarżałam się na bóle głowy, obce było mi słowo „migrena”, tym bardziej wydało mi się dziwne, że ból utrzymywał się i narastał. Pocieszałam się myślą, że po przespaniu kilku godzin minie bezpowrotnie. Nadzieja jednak okazała się złudna, bo po otwarciu oczu zwlekałam się z łóżka prawie na kolanach. Mobilizowało mnie kwilenie dochodzące z łóżeczka, gdzie 3 - tygodniowy dzidziuś domagał się swoich praw: jedzenia, zmiany pieluszki, przytulenia, kąpieli. O ile karmienie znosiłam w miarę dzielnie /wylewając przy tym potoki łez spadających na nic nieświadomego bobasa/, tak przewijanie i kąpiel po prostu odbierały mi wiarę w to, że będę żyła. Nie mogłam się schylić i wykonać ruchu bez ogromnego rozpierającego bólu głowy. Nie pomagał odpoczynek – bałam się zasnąć, świeże powietrze – światło raziło mnie niewyobrażalnie, zimne okłady, które po zdjęciu z głowy nasilały ból z jeszcze większą siłą. Po dwóch dniach poddałam się, zaprzestałam karmienia naturalnego mojego synka i zaczęłam brać tabletki przeciwbólowe, które nie przynosiły niestety zamierzonych efektów. Wezwana lekarka – neurolog zleciła szereg badań, które wykonałam w ciągu dwóch dni, wydając duże kwoty i zarazem pomijając świadomie tomografię komputerową, której panicznie bałam się ze względu na sam fakt badania jak i na wyniki, które byłam przekonana będą wyrokiem. Żegnałam się w myślach ze światem, chaotycznie planowałam, co mam jeszcze zrobić zanim odejdę, intensywnie myślałam czy zadzwonić do domu rodzinnego, czy też oszczędzić im nerwów. Wykonywałam bezmyślnie wszystkie czynności przy noworodku, starałam się rozmawiać ze starszym synkiem, jednocześnie cały czas zadawałam w myślach Bogu pytanie: dlaczego dał mi to dziecko, jeśli nie będzie mi dane się nim ucieszyć, zobaczyć jak rośnie, jak się uśmiecha, co będzie ze starszym dzieckiem, jak sobie poradzi? Nie wiem jak przez te dni funkcjonowałam, gotowałam, sprzątałam, bo dosłownie wyłam z bólu, zwijałam się na łóżku w nocy, w dzień przykładałam głowę do ściany i autentycznie się kończyłam. Do tego dołączyły przeraźliwe nocne poty - budziłam się mokra, po czole ciekły mi strużki zimnej, słonej wody, termometr wskazywał prze kilka nocy 38 stopni. Krytycznego dla mnie wieczora, zaczęłam mieć migotania w oczach, przestawałam widzieć na lewe oko, były tylko jakieś błyski… Kolejna szybka prywatna wizyta odniosła taki skutek, że zażywane leki działały przez 2 do 3 godzin, przytłumiając ból na tyle, że w tym czasie robiłam wszystkie niezbędne czynności przy dzieciach. Brałam tabletki na pół godziny przed kąpielą dzidziusia, żeby móc się schylić, wynieść wanienkę itp. Żyłam z minuty na minutę… 19 maja nastąpił przełom. W parafii odbywała się peregrynacja obrazu Jezusa Miłosiernego. Trwała już dwa dni, ale wcześniej nie byłam w stanie iść do kościoła. W sobotę zawzięłam się, zażyłam tabletki i wraz z rodziną udałam się na Mszę Św. Nigdy nie miałam zwyczaju siadać w kościele w pierwszej ławce, tym razem jednak tam usiadłam, na wprost ogromnego obrazu Pana Jezusa. Synkowie byli nadzwyczaj spokojni: młodszy pochrapywał cichutko, ani raz się nie budząc, starszy dreptał wokół ławki, co chwilę sadowiąc się przy moim boku. Przez całe długie nabożeństwo wpatrywałam się w obraz nie mogąc sklecić w myślach żadnej modlitwy poza słowami: „Jezu, uratuj mnie…., ja muszę żyć…” Przystąpiłam do Sakramentu Pokuty, Sakramentu Namaszczenia Chorych, gdzie z wrażenia drżały mi ręce i dygotałam na całym ciele. Wiedziałam wówczas, że będzie dobrze, to było moje wewnętrzne przekonanie, w które być może nikt nie uwierzy. Wiem, że Pan Jezus mi pomógł, On i tylko On i po raz kolejny podarował mi życie. Chwała Tobie Panie


Guz zniknął…

Wiara w uzdrowienie, cudowna moc oleju egzorcyzmowanego i niepodważalna siła modlitwy, to właśnie sprawiło, że pozbyłam się pewnej dolegliwości. Kilka lat temu u podstawy czaszki, w zagłębieniu na karku wyczułam maleńki guzek. Nie przejmowałam się nim, starałam się nie myśleć, co może oznaczać takie zgrubienie i tak upływał rok za rokiem. Aż do momentu, gdy w niespełna miesiąc guzek zaczął zwiększać swą objętość, boleć przy dotyku, a zarazem wytworzył w mojej wyobraźni obraz świata, który istnieje już niestety beze mnie. Bezsenne noce, ciągłe zamartwianie, niesamowity, ogromny stres, szereg badań, ustalona wizyta u chirurga onkologa i kolejne wizyty u lekarzy różnych dziedzin sprawiły, że ginęłam sama dla siebie i dla otaczających mnie ludzi. Żegnałam się w myślach ze światem… Dzięki mojemu bratu trafiłam do kościoła, gdzie odczułam uzdrowicielską moc modlitwy, zetknęłam się z Namaszczeniem Chorych, spotkałam kapłana, od którego otrzymałam olej egzorcyzmowany i modlitwę do Matki Bożej Niepokalanej Cudownego Medalika. Otrzymałam też zapewnienie o ciągłej modlitwie za mnie, moje zdrowie i moją rodzinę. Moment ten miał miejsce 4 lipca, po miesiącu stosowania oleju (codziennie smarowałam nim guzek) wraz z odmawianiem modlitwy z niezachwianą wiarą, że będzie dobrze, dnia 6 sierpnia na karku nie wyczułam nic, co przypominałoby dawną dużą narośl. Wiem, że zniknęła ona dzięki wstawiennictwu za moją osobę i dzięki stosowaniu oleju egzorcyzmowanego, który w połączeniu z wiarą i modlitwą ma uzdrowicielską moc. Dziękuję Panu Bogu za dokonany cud. Chwała Tobie Jezu.

Magdalena


Uratowani przed pożarem

 

Pragnę opowiedzieć wszystkim, jak wielką moc ma poświęcona świeca. W listopadzie 2012 roku pojechałam na nocne czuwanie do Jarosławia. Tej nocy Ojciec Józef poświęcił świece, które wierni przynieśli ze sobą do kościoła. Też miałam ze sobą, bo tyle wcześniej słyszałam o błogosławieństwach. Zaraz w niedzielę przypadkowo wzięłam świece do ręki, żeby ją schować, a kiedyś poświęcić nią dom. Szybko jednak pomyślałam, że może warto pobłogosławić dom właśnie dzisiaj. Tak też uczyniłam. Nie musiałam długo czekać, 

żeby się przekonać, że błogosławieństwo działa. Tydzień później w moim domu wydarzyło się coś, co do dzisiaj na samą myśl, "mrozi mi krew w żyłach". Pewnej nocy nie mogłam zasnąć. Postanowiłam zrobić sobie herbatkę. Nastawiłam czajnik, nie zamknęłam gwizdka, usiadłam na kanapie obok śpiącego męża i ... zasnęłam. Nagle budzi mnie przerażony mąż. W całym domu był tak gęsty i drażniący dym, że prawie nic nie było widać. Nasz czajnik gotował się 3 godziny. Części plastikowe całkowicie się

stopiły, a dno się zwęgliło. Temperatura była tak wysoka, że z mebli nad okapem zaczęła zwijać się sklejka. Cud polegał na tym, ze "ktoś" lub "coś" obudziło mojego męża w nocy, a to niełatwe, bo on bardzo mocno śpi. Szybko zareagował, gdy zobaczył co się dzieje. Wyniósł czajnik z domu, a ja otworzyłam wszystkie drzwi i okna. Przerażeni pobiegliśmy do dzieci na górę. We wszystkich otwartych pokojach był bardzo gesty dym, a w tych pokojach, w których spały dzieci, dymu prawie nie było. Spały spokojnie nie wiedząc co się dzieje. Cud był na tyle wielki, ponieważ nasze maluchy zawsze wstają w nocy do łazienki, a wyjątkowo tej nocy tego nie robiły. Uważam, że to Anioł Stróż dal im tak mocny sen, że nie wychodziły z łóżek i nie otwierały drzwi. O rozmiarach tragedii pomyśleliśmy dopiero na drugi dzień, jak wyszliśmy z szoku i przerażenia. Gdyby czajnik gotował się godzinę dłużej, na pewno doszłoby do pożaru, ale wcześniej wszyscy byśmy się zaczadzili toksycznym dymem. Skutki można było odczuć już dnia następnego. Dzieci i mąż źle się czuli, bolały ich głowy i mieli nudności. Na szczęście to złe samopoczucie trwało tylko jeden dzień. Byliśmy o krok od tragedii. Jestem przekonana, że gdyby nie błogosławieństwo świecą, ofiarami zaczadzenia byłoby dwoje dorosłych ludzi i czwórka małych dzieci. Jestem Bogu i Matce Przenajświętszej bardzo wdzięczna za opiekę nad nami i nad naszym domem. Ojcze Józefie, dziękuję Ci za to, że tak często święcisz nasze świece. Ludzie nie zdają sobisprawy, jak wielką moc ma

błogosławieństwo nimi i ile dobrego mogą one uczynić w naszych domach i w naszych rodzinach.

wdzięczna Elżbieta


Uzdrowienie stawów

Mam na imię Kazimierz. 11 września 2011 r. uczestniczyłem w Mszy św. z modlitwą o uzdrowienie i uwolnienie w Złotoryi w parafii Narodzenia Najświętszej Maryi Panny, którą sprawował o. Teodor Knapczyk. Do tego dnia miałem silne bóle stawów łokciowych,  barkowych, biodrowych i nadgarstków, które były bardzo dokuczliwe zwłaszcza w nocy. Ignorowałem jednak wyniki badań lekarskich. Myślałem, że tak ma być i cierpiałem. Po Mszy św. 11. 09. 2011 r. noc przespałem bardzo spokojnie, a rano w ogóle nie odczułem bólu w stawach.  Ogarnęła mnie wielka radość. Pan Bóg mnie cudownie uzdrowił. W sierpniu 2012 roku zrobiłem kolejne wyniki badań. Badanie CRP wyniosło 3,1 mg/l, a w dniu 24. 04. 2010 roku wynosiło 44,2 mg/l, co prawie 9 razy przekraczało górną normę (norma CRP 0-5). Mam pewność, że dokonał się cud ponieważ na moją dolegliwość nie brałem żadnych lekarstw i nie stosowałem maści. Uzdrowienie dokonało się na Mszy św. 11. 09. 2011 i trwa do dziś. Niech będzie uwielbiony Bóg Ojciec, Syn Boży i duch Święty za cud uzdrowienia. Dziękuję też za wstawiennictwo Matki Bożej z Lourdes. Serdeczne Bóg zapłać o. Teodorowi za Jego posługę.

Kazimierz ze Złotoryi

Do świadectwa zostały dołączone wyniki badań oraz zaświadczenie lekarskie ze szczegółowym opisem zaistniałej sytuacji podpisane przez lekarza specjalistę chirurgii ogólnej.


Nawrócenie i uwolnienie od alkoholu

Od ponad 2 lat uczestniczę w Mszach św. z modlitwą o uzdrowienie i uwolnienie, podczas których prosiłam Boga o łaski potrzebne bliskiej mi osobie, która trwała w nałogu alkoholowym. Podczas jednego z tych nabożeństw prowadzonego akurat przez o. Pacyfika wiosną 2012 r. w Przemyślu, gorąco prosiłam: Panie Jezu, uzdrów najbliższą mi osobę ze zniewolenia, proszę niech obrzydnie jej alkohol, niech zrozumie jak bardzo kochasz każdego człowieka. Prosiłam też, żeby Jezus uwolnił mnie od chociaż jednej dolegliwości, która mi dokucza. To wtedy o. Pacyfik powiedział: ,,Jedna osoba zostaje uzdrowiona z astmy”. Od tamtej pory nie mam ataków duszności, choć chorowałam od dzieciństwa i astma utrudniała mi wykonywanie codziennych obowiązków. Lekarz stwierdził, że astma ustąpiła i niepotrzebne są leki. O. Pacyfik powiedział też wtedy, że inne sprawy zaszły tak daleko, że potrzeba większej mocy. Modliłam się więc dalej. Bliska mi osoba  została uwolniona od alkoholu, odbyła spowiedź  i przyjęła Komunię św. Dwa dni później doszło u niej do nagłego zatrzymania krążenia. Tydzień leżała w szpitalu. Wiele osób modliło się za nią. Po pogrzebie byliśmy pogrążeni w smutku, ale 3 marca o. Józef na Mszy św. powiedział: ,,Jest tu ktoś, kto stracił bliską osobę. Nie martw się, bo jest ona blisko Jezusa, o to się przecież modliłaś”. Wierzę, że te słowa dotyczyły mnie.  Za to chwała Panu.

Anna


Uwolnienie z nałogu palenia papierosów

Panie Jezu Chryste, wieczności mi braknie, żeby Ci dziękować. Moja córka Ewelina ponad 10 lat paliła papierosy. Żadne prośby, ani rozmowy nie przynosiły efektu. Podczas czuwań nocnych w Jarosławiu kilka razy składałam do koszyka przy ołtarzu kartki z prośbą o uwolnienie jej z tego nałogu. Jak zobaczyłam ,że kupiła tytoń w worku foliowym i maszynkę do robienia papierosów to miarka się  już przelała. Zawsze mam w domu egzorcyzmowane: świecę, sól ,wodę i olej. Dobrałam się do tego worka z tytoniem i wlałam kilka kropel oleju egzorcyzmowanego. Na maszynce postawiłam znak Krzyża z prośbą: Panie Jezu Chryste z pokorą proszę zrób z tym porządek, przecież  Ty Panie Jezu jesteś Mocą! Taką sytuację powtórzyłam tylko trzy razy. Za kilka dni Ewelinka  mówi: Mamo, ja już nie palę.    Na razie nie powiedziałam jej o niczym. W sierpniu tego roku Pan Jezus ją uwolnił. Pewnego dnia moja znajoma zapytała ją, jak to się stało, że już nie pa

Opowiedziała, że gdy zapaliła papierosa, zaczęła się bardzo źle czuć. Dziękuję Ci Panie Jezu Chryste. Ty powiedziałeś: W moich ranach jest wasze zdrowie

Z pokorą proszę Cię Panie Jezu , ukryj nas w swoich ranach. Od dzisiaj pragnę i postanawiam , współpracować z miłosierną Łaską Bożą, z Mocą Ducha Świętego. Chwała Panu.

Wdzięczna Krystyna


U Boga  wszystko jest możliwe

Mój brat (60 lat) pił prawie 40 lat. Wszystko zaczęło się jeszcze w szkole zawodowej: spotkania z kolegami, piwo, wino, papierosy. Potem wojsko i przepite przepustki. Następnie praca kierowcy zawodowego i gospodarka. Przez długie lata przepite soboty i niedziele. Małżeństwo, troje dzieci i dalej ciężka praca w polu i jako kierowca. Picie coraz więcej i coraz częściej. Nie pomagały łzy matki, kłótnie i tłumaczenia żony. Potem przyszła utrata pracy, brak pieniędzy i bieda. Zszedł na dno. Trzeźwiał na kilka dni i pił dalej nieraz nawet 2-3 tygodnie. W końcu żona nie wytrzymała, zaczęły się sądy, rozwód. Przez całe te lata w domu było autentyczne piekło – awantury, wzajemne znęcanie się nad sobą, bo żona też potrafiła zrobić swoje i nie była mu dłużna. Stracił wszystko, a przede wszystkim rodzinę. Dzieci i żona nie rozmawiają  z nim od 10 lat. Przez długie lata modliłam się za niego, modliła się też nasza mama, ale on dalej pił i trzeźwiał. Jak wytrzeźwiał na niedzielę to nawet szedł do kościoła  i potem znowu pił. Pił nawet w czasie ciężkiej, trwającej przez rok choroby matki, potem ojca (oboje już zmarli), nie doczekali opamiętania syna, ale mam nadzieję, że widzą z nieba jego powstanie z alkoholizmu. W czasie tych lat, gdy już wydawało się, że koniec z nim i wszystko stracone, nie ustawały nasze modlitwy do Boga o jego opamiętanie. Odprawiały się za niego Msze św., odmawiana była Nowenna Pompejańska, modlili się za niego rycerze św. Michała Archanioła i siostry w klasztorach klauzurowych oraz rodzina. Przełom nastąpił w październiku 2010 roku. Chętnie pojechał ze swoim siostrzeńcem do Krakowa (300 km od swojego domu) na Mszę św. z modlitwą o uzdrowienie i uwolnienie. Wrócił odmieniony i uzdrowiony z tej strasznej, szatańskiej choroby alkoholizmu. I tak jest do dzisiaj. Nie pije już 3 lata. Jest całkiem innym, normalnym człowiekiem. Powoli dźwiga się z nędzy, w którą popadł przez wódkę. Za ten cud dziękuję Bogu Wszechmogącemu, Matce Bożej, Aniołom i Archaniołom oraz wszystkim Świętym za orędownictwo u Pana Boga. Bogu niech będą dzięki. Podziękowania ślę także Ojcom Franciszkanom z Krakowa za posługę Mszy św. o uwolnienie i uzdrowienie.

Ika


Wielki dar i łaska

Od pewnego czasu czułam zmianę w stawie biodrowym lewej nogi. Ponadto coraz większa utrata równowagi powodowała potknięcia i chwianie się, a kaczy chód wywoływał ból w dolnej części kręgosłupa.

Nadeszła środa 13 czerwca 2012 r. W kościele parafialnym w Załużu o. Teodor kolejny już raz odprawia nabożeństwo o uzdrowienie. Ludzi pełny kościół. Wiele obcych twarzy. Wszyscy zatopieni w modlitwie, zasłuchani w Słowo Boże, skupieni podczas błogosławieństwa z nałożeniem rąk. Wśród nich ja – częsta uczestniczka tych nabożeństw. Od rana towarzyszył mi dziwny nastrój i chęć pójścia do kościoła. Tego dnia zabrakło kierowcy w domu. Odradzano mi: ,,Nie dasz rady”. A ja uparcie: ,,Zajdę”. W prawej ręce laska, lewą trzymałam się wnuczki. Tak dotarłam do kościoła. Zdając sobie sprawę, że moje cierpienia w porównaniu z innymi są niewielkie, nie prosiłam Boga o uzdrowienie.  Cały czas modliłam się dziękczynnie. Komunię Świętą przyjęłam w intencji wynagradzającej  za cudowne darowanie mi 25 lat życia od chwili bardzo ciężkiej operacji pękniętego wrzodu żołądka. A była wtedy środa – dzień nieustającej nowenny do Matki Bożej. Tym razem znowu jest środa, w dodatku dzień św. Antoniego, do którego cześć wyniosłam z domu rodzinnego. Do Nich to modliłam się gorąco, dziękując za wszelkie łaski. Kiedy podeszłam do błogosławieństwa poczułam na głowie dziwne ciepło płynące z rąk kapłana. Drogę powrotną do domu pomógł mi pokonać sąsiad zapraszając do samochodu. Na drugi dzień ku mojemu wielkiemu zdziwieniu zaczęłam chodzić po mieszkaniu bez laski, kaczego chodu i nie potykając się. Kolejnego dnia odważyłam się wyjść na podwórko, potem do sąsiadki i teraz już jest dobrze. Zwykłym ludzkim rozumem nie mogę pojąć Bożej dobroci. Nie mogę zrozumieć za co ta łaska, o którą nie miałam nawet odwagi prosić. Jak odwdzięczyć się Bogu za tyle dobra? Chyba pomoże mi w tym Matka Boża Dobrej Opieki z mojego kościoła, mój umiłowany patron św. Antoni, a Duch Święty pokieruje moimi myślami i pomoże zrozumieć miłosierne działanie Trójcy Świętej.

Joanna


Uzdrowienie z choroby wieńcowej

Wiele lat cierpiałam na chorobę wieńcową. Miałam problemy z wysokim cholesterolem, ciśnieniem i migotaniem przedsionków. Kilka razy byłam w szpitalu na intensywnej terapii. Żyły w kończynach dolnych były zamknięte na 1/3 wysokości, przez co cierpiałam na ból nóg z drętwieniem, bo krew nie mogła swobodnie krążyć. Do tego miałam jeszcze kamień w woreczku, który często powodował ataki bólu. W 2012 roku jesienią byłam na czuwaniu i nabożeństwie z modlitwą o uzdrowienie, które prowadził o. Józef Witko. W czasie modlitw wstawienniczych poczułam gorąco od stóp do serca i myślę, że to wtedy Jezus mnie uzdrowił. Obecnie zrobiłam wszystkie badania i okazało się, że nie mam choroby wieńcowej. Wszystkie żyły są drożne, cholesterol w normie i prawidłowe ciśnienie. W czasie zimy odmawiałam też Nowennę Pompejańską. Za otrzymane zdrowie dziękuję Trójcy Przenajświętszej i mojej Matuchnie Pompejańskiej.

Wierna czcicielka Jezusa i Maryi


Ocalenie po wypadku

Pragnę złożyć świadectwo posługiwania się podczas modlitwy wodą i świecą egzorcyzmowaną. 25 czerwca 2013 r. mój syn Damian uległ wypadkowi, w którym doznał poparzeń 50% ciała i dróg oddechowych. Cztery tygodnie leżał w śpiączce farmakologicznej, pod aparatami podtrzymującymi życie , przeszedł też sepsę i zator płucny. Lekarze nie dawali nadziei, że będzie żył. Naszą nadzieją była modlitwa i ofiary Mszy Św. Uczestniczyłam w nabożeństwach w Husowie i Siedleczce (woj. podkarpackie), prosząc Pana Boga o łaski dla Damiana. Po jego wybudzeniu ze śpiączki dałam mu wodę egzorcyzmowaną i opowiedziałam o jej działaniu. Pił ją codziennie ze łzami i wiarą, a ja z rodziną i znajomymi wspieraliśmy go modlitwą przy zapalonej świecy. Po dwóch miesiącach przewieziono go do innego szpitala na operację płuc. W lewym dolnym płacie miał dziurę. Okazało się, że na drugim płucu ma krwiaka. Jego stan był beznadziejny, znowu był w śpiączce. Modliłam się gorąco, wierząc, że Pan Bóg go uzdrowi. W śpiączce był jeszcze dwa tygodnie, zanim powoli zaczął wracać do zdrowia. Do domu wrócił 30 października o kulach i z drenem w płucu. 27 stycznia 2014 roku obchodził swoje 30 urodziny. Chodzi już dobrze, przeszczepy skóry się przyjęły, odleżyny wygoiły.

Pragnę gorąco podziękować Panu Bogu i Matce Najświętszej za otrzymane łaski. Dnia 3 lutego 2014 r. Byłam z synem na Mszy Św. z modlitwą o uzdrowienie w Husowie. Damian był na takim nabożeństwie pierwszy raz – chciał podziękować za uzdrowienie.

Niech Pan Bóg błogosławi także o. Józefowi w Jego posłudze.

Aleksandra

NAJBLIŻSZE MSZE ŚW. I MODLITWY
O UZDROWIENIE I UWOLNIENIE

o. Józef Witko OFM

o. Pacyfik Iwaszko OFM

o. Teodor Knapczyk OFM

o. Jakub Mentel OFM

Zobacz pozostałe terminy
REKOLEKCJE ZAGRANICA 2015
9-12.02.2018 160 rocznica objawień MB ...

9-12.02.2018 160 rocznica objawień MB w Lourdes Światowy Dzień Chorych 9– 12.02.2018 (4 dni, samolot)

Ziemia Święta 19 - 27.10.2017

Copyright © 2015 SEKRETARIATEWANGELIZACJI.PL